Pod wielką, rozłożystą koroną drzewa o opadających ku dołowi miękkich gałęziach, myśli opadają ku ziemi jak te gałęzie, wyginają się silnie jak liany w lasach tropikalnych i kładąc się wśród grubych, nabrzmiałych wodą liści, zawijają się między korzenie i sprawiają wrażenie wrastania w podłoże. Drzewo tworzące system zamknięty. Nadchodziła już powoli pora sucha, choć właściwie na tej szerokości nie powinno się jeszcze tego odczuwać. Niedługo i te liście będące rezerwuarami wody, stracą swoją świeżość i będą tyko pomarszczonymi, wyschłymi płatami, rozpadającymi się pod dotknięciem. Ten klimat nie oszczędza nikogo. Przez kilka miesięcy ziemia zasycha i pęka pod każdym stąpnięciem, bruzdy robią się coraz głębsze i dzieci ukrywają tam czasem swoje skarby, aby odnaleźć je potem przyszłą wiosną, lub może lepiej zimą, wraz z nastaniem pory deszczów.
Kobieta zarzuciła na ramiona kolorowy szal, nałożyła na głowę ciężki kosz i skierowała się niespiesznie w stronę widocznych już z daleka murów miejskich. Powietrze drżało od upału i zdawało się przesuwać w przestrzeni tworząc coś na kształt pomarszczonej płaszczyzny wody, poruszonej przez wiatr. Tak drży powietrze tylko gdy dni są bezwietrzne. Szła powoli. Miała zmęczone, lecz pełne wdzięku ruchy jak większość kobiet z tych okolic, które mimo ciężkiej pracy zachowują w sobie lekkość i świadomość swej niepowtarzalności. Ta swoista duma dodawała jej blasku. Na wysoko podniesionym czole malowały się jej głębokie, lecz teraz wygładzone przez kurz i pył bruzdy. Krok miała zmęczony, ale po silnych ruchach można było poznać że jest młoda.
Jak dobrze było posiedzieć chwilę daleko poza murami miasta, pod rozłożystym drzewem i zanurzyć się w otchłań świata, być częścią tej spieczonej ziemi, być jedną z tych ciężkich, grubych gałęzi tego drzewa, będącego skarbnicą wody. Wody, która była tu taka potrzebna. Niesamowicie jest być drzewem. Opierając się o nie zapadała coraz głębiej w jego przestrzeń. Zamknięta w silnych, twardych objęciach łodyg stapiała się w jedno z tym drzewem. Oddychała jego liśćmi, zatapiała się w zagłębieniach chropowatej powierzchni kory, nasłuchiwała jego opowieści. Słuchając drzew, odkrywamy nasze własne historie. Słuchała więc. Słuchając nie trzeba myśleć, oceniać, rozumieć. Nie ma pytań. Nie ważne są również odpowiedzi. Zresztą zapadają w nas tak jak ona teraz w to drzewo i pozwalają pojąć rzeczy bez użycia rozumu. Słuchając można tylko trwać. Siedząc tu teraz pod tym ogromnym pniem płynęła wzdłuż niego, obserwując spokojne i nieustanne falowanie jego kory, jego siłę i jego spokój. Odpływała w jasność powietrza, w gorąco ziemi, w świeżość drzewa. Zamknąwszy oczy, oddychała tym drzewem, rozmawiała z wyschniętą ziemią, wiedziała, że w tym samym momencie wszystko istnieje i wszystko przemija. Tak, to wszystko żyło gdzieś w niej, swoim życiem ukrytym, pod powierzchnią codzienności, za zasłoną kosza z bielizną, rozmów z sąsiadami, powolnych, leniwych ulic i barów jej dzielnicy, dzbanów na wodę, śmiechu i rozmów, wplatało się w nią jak te gałęzie, jak warkocze, które splata się i rozplata codziennie i powoli. Czekało.
****
Wstała. Na horyzoncie czerwone o tej porze niebo zlewało się w całość ze świecącymi kopułami świątyń. Wstawał poranek jednego z tych jasnych, acz niezbyt przejrzystych śródziemnomorskich dni, jakich Niebo raczyło udzielić chyba jedynie tym tutaj południowym krajobrazom. Droga była wysypana piaskiem i żwirem, a potem otwierała się nagle przestrzennym gościńcem ze stojącym po bokach rzędem ogromnych drzew, ukazując już z daleka rosnący horyzont.
Idąc z powrotem słyszała swoje myśli, które teraz były już jej myślami, myśli które opowiadały o wielkiej ciszy, o spokoju, o szczęściu, o miłości, te myśli mówiły o zwycięstwie. Daleko przed nią majaczyły kontury miasta, czuła zakurzoną drogę pod stopami, wiedziała że będzie długa, ale to nie miało już znaczenia. Dziś słyszała jak śpiewają piaski, czuła jak tańczy ziemia, wiedziała jak oddychają drzewa.
Spojrzała jeszcze raz za siebie, myśląc o wąskich uliczkach, leniwym życiu kafejek, niskich domach i ogromie nieba. Rozpuściła włosy. Wiedziała już, co ma zrobić. Od ziemi biło takie ciepło ogromne, gdy zamyślona, przekraczała ciężkie mury bram wchodząc z powrotem w miasto.
——————————————————
